<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Widelec Blog</title>
	<atom:link href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://widelec.sztuker.pl</link>
	<description>Kształty myśli</description>
	<lastBuildDate>Wed, 26 Oct 2011 10:16:37 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3</generator>
		<item>
		<title>Najwierniejszy 5</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/12/najwierniejszy-5/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/12/najwierniejszy-5/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 22:17:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Najwierniejszy]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.sztuker.pl/?p=345</guid>
		<description><![CDATA[- Lucjan, nie możemy teraz rozmawiać. Pamiętasz jak się umawialiśmy? Ja &#8211; jak to nazwałeś &#8211; nie zawracam Ci dupy i daje recepty, a Ty płacisz mi jak za pełną godzinę. Dokonałeś tego wyboru sam, pamiętasz? Pamiętasz ile nas, mnie kosztowało żeby cokolwiek wspólnie przepracować? Wiesz, bez obustronnego zaangażowania nic tu nie zdziałamy, a Ty&#8230; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>- Lucjan, nie możemy teraz rozmawiać. Pamiętasz jak się umawialiśmy? Ja &#8211; jak to nazwałeś &#8211; nie zawracam Ci dupy i daje recepty, a Ty płacisz mi jak za pełną godzinę. Dokonałeś tego wyboru sam, pamiętasz? Pamiętasz ile nas, mnie kosztowało żeby cokolwiek wspólnie przepracować? Wiesz, bez obustronnego zaangażowania nic tu nie zdziałamy, a Ty&#8230; Przykro mi Lucjan, nie możesz tutaj tak po prostu przyjść, wpakować się bez kolejki i oczekiwać, że poświęcę Ci czas&#8230;</p>
<p>- Wiem, ale ostatnio dzieją się dziwne rzeczy. Nie potrafię tego wytłumaczyć&#8230; Wszystko jest takie realne i zarazem niedorzeczne&#8230; Może leki przestały działać?</p>
<p>- Przykro mi Lucjan&#8230; Pacjenci czekają&#8230; &#8211; Kolberg zerknął w kalendarz &#8211; Pojutrze&#8230; Możesz przyjść pojutrze, o osiemnastej&#8230;</p>
<p>- Ale&#8230;</p>
<p>- Pojutrze Lucjan&#8230; &#8211; mówiąc to wstał, podszedł do drzwi i otworzył je dając do zrozumienia, że czas Lucjana dobiegł końca.</p>
<p>- Jesteś skończonym dupkiem Kolberg! Gdybym teraz chciał strzelić sobie w łeb też byś kazał mi wrócić później? Jesteś tak samo pojebany jak Twoi pacjenci!</p>
<p>- Tak! I właśnie dzięki temu tak dobrze się rozumiemy, a ja wiem, że nic sobie nie zrobisz&#8230; Żegnam&#8230;</p>
<p>- Doktorze Kolberg &#8211; powiedział Lucjan już znacznie spokojniej. Trzeba przyznać, że eksplozja gniewu, która miała miejsce przed chwilą była nad wyraz mało spektakularna, a spoglądający przez uchylone drzwi, czekający na swą kolej pacjenci byli wyraźnie zawiedzeni, że przedstawienie skończyło się tak szybko. Kolberg jednak doskonale wiedział co robi. Był jednym z najbardziej poważanych specjalistów od chorych dusz w mieście, a Lucjana znał chyba lepiej niż ktokolwiek inny, z rodzicami włącznie.</p>
<p>- Wiem Lucjan&#8230; wiem, że jest ci ciężko&#8230; Przyjdź do mnie pojutrze, będziemy mieli dużo czasu. A teraz idź do domu i przemyśl wszystko&#8230; Przemyśl dobrze co chcesz mi opowiedzieć&#8230; i czy na pewno tego chcesz.. Jeśli zaczniemy znów pracować, to może nie być już odwrotu. Miej to na uwadze Lucjan. Do zobaczenia!</p>
<p>Wychodząc z gabinetu, odprowadzany przez rozbiegane oczy czekających w kolejce po gest zrozumienia, Lucjan poczuł, że jest spokojny. Doktor Kolberg był typem człowieka, którego można było nienawidzić, ale któremu nie można było nie ufać. Gdyby powiedział, że Lucjan resztę życia powinien skakać na jednej nodze &#8211; zrobiłby to. Jeśli mówił, że rozmowa może poczekać dwa dni, to na pewno tak było.</p>
<p>O ile na wizyty Lucjan chadzał zazwyczaj piechotą, to w drodze powrotnej zawsze decydował się na podróż tramwajem. W dobie komfortowych taksówek i nowoczesnych autobusów, mocno wiekowy tabor tramwajowy był chyba najgorszym z możliwych wyborów. Ale być może właśnie ten skok w inną epokę powodował, że ilekroć Lucjan wsiadał do tramwaju, jego dusza wołała &#8216;Ahoj przygodo!&#8217; Przygodę tą Lucjan znajdował w czytaniu książek, a książki połykał wszędzie i w dużych ilościach. Dlatego też, poza może dwoma, trzema klasykami, wszystkie książki Lucjana miały format kieszonkowy.</p>
<p>Zaczytany nawet nie zwrócił uwagi, że ktoś usiadł obok niego. Dopiero gdy dotarła do niego subtelna woń damskich perfum, wynurzył głowę ponad taflę fikcji i powoli wrócił do świata realnego. Od razu zauważył, że jego sąsiadka też trzyma książkę na kolanach. Dla pewności ogarnął wzrokiem resztę wagonu i zaskakując samego siebie wypalił:</p>
<p>- Chyba zawyżamy średnią krajową.</p>
<p>- Słucham? &#8211; Doskonale dobrane perfumy do głosu &#8211; pomyślał Lucjan</p>
<p>- Książki&#8230; Czytamy książki&#8230; Statystycznie rzecz biorąc ponad połowa osób w tym wagonie nie miała w ręku książki od momentu ukończenia szkoły.</p>
<p>- W takim razie nie czuję się tu bezpiecznie. Odpalam jedną książkę od drugiej, więc pewnie mają mnie za czarownicę. &#8211; powiedziała figlarnym głosem i oboje zaczęli się śmiać.</p>
<p>- Lucjan&#8230; I przepraszam, że przerwałem ci lekturę &#8211; powiedział wyciągając dłoń w stronę dziewczyny.</p>
<p>- Laura&#8230; I nie ma sprawy&#8230; Masz szczęście, że ta książka nie jest zbyt interesująca. W przeciwnym razie zabiłabym cie &#8211; uśmiechnęła się, uścisnęła dłoń Lucjana i oboje wrócili do swoich literackich światów.</p>
<p>Trzy przystanki dalej Laura wsunęła zakładkę między strony, zamknęła książkę i zaczęła się zbierać do wyjścia. Był to również przystanek Lucjana.</p>
<p>- Wysiadasz tutaj? &#8211; spytał</p>
<p>- Tak&#8230;</p>
<p>- Nigdy wcześniej cie nie widziałem w tej okolicy.</p>
<p>- Mieszkam tu od niedawna&#8230; i w sumie nieczęsto wychodzę z domu&#8230;</p>
<p>Gdy oboje znaleźli się poza tramwajem Lucjan rozpoczął najbardziej idiotyczną wymianę zdań jaką można sobie wyobrazić:</p>
<p>- Kawa?</p>
<p>- Herbata..</p>
<p>- Co?</p>
<p>- Co, co?</p>
<p>- Chciałem ci zaproponować wyjście na kawę&#8230; wspólne wyjście&#8230; w sensie&#8230; yyy</p>
<p>- Wiem &#8211; przerwała jego żałosna paplaninę</p>
<p>- Więc? &#8211; Lucjan był uparty i zdeterminowany, żeby jeszcze pogorszyć i tak już krytyczną sytuację</p>
<p>- Więc co? &#8211; Laura nie pozostawała mu dłużna.</p>
<p>- Zgadzasz się?</p>
<p>- Tak, na spotkanie tak&#8230; ale nie na kawę.. nie mogę &#8211; kłopoty z serduchem. Ale herbaty bardzo chętnie napiję się w twoim towarzystwie. &#8211; dziewczyna zaczęła się śmiać, Lucjan, który w skali &#8216;Rycerzy na białych rumakach&#8217; plasował się gdzieś między giermkiem na ośle, a umorusanym dzieciakiem uprawiającym rodeo na świni, dał za wygraną i tez parsknął śmiechem.</p>
<p>Umówili się jeszcze tego samego dnia w osiedlowej kawiarni. Lucjan musiał do tego czasu jakoś ukryć zmęczenie, lęki, paranoje i dziwactwa&#8230; I miał pewien pomysł jak to zrobić. Dzisiaj zamknie je w klatce razem z emocjami&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/12/najwierniejszy-5/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/12/najwierniejszy-5/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najwierniejszy 4</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/06/najwierniejszy-4/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/06/najwierniejszy-4/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Oct 2011 22:51:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Najwierniejszy]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.sztuker.pl/?p=332</guid>
		<description><![CDATA[Gabinet doktora Kolberga znajdował się zaledwie parę przecznic od biura. Mimo, że przystanek miał &#8216;pod nosem&#8217;, Lucjan postanowił pójść piechotą. Kolberg zazwyczaj zadawał cały zestaw drażniących ale kluczowych w jego mniemaniu pytań, dlatego spacer był doskonałą sposobnością by zebrać myśli i przygotować się na mało subtelne wybebeszanie zaszytych głęboko myśli i uczuć. Droga prowadziła wąskimi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gabinet doktora Kolberga znajdował się zaledwie parę przecznic od biura. Mimo, że przystanek miał &#8216;pod nosem&#8217;, Lucjan postanowił pójść piechotą. Kolberg zazwyczaj zadawał cały zestaw drażniących ale kluczowych w jego mniemaniu pytań, dlatego spacer był doskonałą sposobnością by zebrać myśli i przygotować się na mało subtelne wybebeszanie zaszytych głęboko myśli i uczuć. Droga prowadziła wąskimi uliczkami starówki, gdzie łuszczące się skóry starych umierających kamienic, przeplatały się z idealnie gładkimi ciałami ich odnowionych koleżanek. Tu i ówdzie dało się zauważyć ekipę remontową dokonującą tych swoistych architektonicznych operacji plastycznych. Życie w tym miejscu płynęło jednak dużo wolniej niż w sąsiadującej dzielnicy przemysłowej. Hałas generowany przez procesy produkcyjne ustąpił miejsca spokojnemu szumowi wiatru, który przemykał swobodnie krętymi zaułkami, głaszcząc korony równo posadzonych drzewek ozdobnych, i który towarzyszył Lucjanowi podczas całej tej krótkiej, pieszej podróży. Lucjan całym sobą chłonął ten wiatr i mimo wydarzeń, których nie mógł wyrzucić z pamięci, wyraźnie się uspokoił.</p>
<p>Pomieszczenie jeden metr na trzy próbowało naśladować poczekalnię. Mieściły się w nim maksymalnie trzy siedzące &#8216;na wcisk&#8217; osoby. Ściany zostały pomalowane na przygnębiający brązowy kolor, a w powietrzu unosił się słodki, ale obrzydliwy zapach rozkładających się ludzkich tragedii. Na nieszczęście dla Lucjana nie był tego dnia ostatnim pacjentem, więc te pół godziny, które mu zostało do wizyty musiał spędzić na jednej sofie z dwoma innymi osobami.</p>
<p>Kobieta siedząca przy ścianie wyglądała na ok 40 lat &#8211; miała 23 &#8211; drżącą ręką próbowała coś zapisać w notatniku, ale nie była w stanie uspokoić dłoni na tyle, żeby wykrzesać litery spod ołówka. Mimo wszystko terapia musiała przynosić efekty skoro dziewczyna zdecydowała się założyć bluzkę na ramiączkach. Jej ręce, od przegubów aż po ramiona pokrywały poprzeczne blizny. Z zadziwiającą precyzją pociągnięte proste linie, o stałej długości i w równych odstępach, układały się jak szczeble w drabinie &#8211; zdecydowanie nie były jednak symbolem pięcia się w górę. Tak czy inaczej jej ubiór mówił, że najgorsze ma już za sobą&#8230;</p>
<p>Facet który siedział koło niej, wyglądał zupełnie zwyczajnie &#8211; zdradzał go tylko pusty wzrok i powolne, automatyczne ruchy. Mężczyzna prawdopodobnie ma rodzinę, dzieci, przyjaciół oraz ciepłą posadkę kierownika w sklepie czy banku i przypuszczalnie żadna z obcujących z nim na co dzień osób nie ma pojęcia, że jest chory&#8230; Ta choroba zaczyna się od głowy, ale ból rozchodzi się po całym ciele &#8211; dlatego jego życie prowadzone jest na smyczy przez pigułki wyłączające duszę.</p>
<p>Doktor Kolberg otworzył drzwi do swego gabinetu dokładnie w momencie, gdy znajdujący się nad wejściem zegar ogłosił godzinę siedemnastą.</p>
<p>- Witam Państwa &#8211; powiedział kojącym, wręcz ojcowskim głosem, po czym zatrzymał wzrok na Lucjanie i zaprosił go do gabinetu &#8211; Proszę, usiądź Lucjanie. Zaraz wypiszę Ci receptę. To potrwa dosłownie chwilę&#8230;</p>
<p>- Panie doktorze&#8230; &#8211; zaczął Lucjan, ale Kolberg przerwał mu w pół słowa.</p>
<p>- Janusz&#8230; ustaliliśmy przecież, że w tym gabinecie nie doktorujemy &#8211; powiedział to w sposób, w jaki ojciec mówi do dziecka: &#8222;Synku, przecież wiesz, że przed obiadkiem trzeba umyć rączki&#8221; &#8211; po czym wrócił do wypisywania recepty.</p>
<p>- Tak, tak&#8230; Panie Januszu.. dziś jednak chciałbym porozmawiać&#8230;</p>
<p>Kolberg zamarł, a uśmiech zniknął z jego twarzy. Podniósł wzrok znad bloczka z receptami i odłożył swoje pióro&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>C.D.N.</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/06/najwierniejszy-4/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/06/najwierniejszy-4/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najwierniejszy 3</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/01/najwierniejszy-3/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/01/najwierniejszy-3/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 01 Oct 2011 21:25:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Najwierniejszy]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.sztuker.pl/?p=317</guid>
		<description><![CDATA[- Telefon&#8230; - Co? &#8211; wymamrotał niewyraźnie, jakby właśnie wybudzono go z głębokiego snu. - Telefon ci dzwoni! - Nie wydzieraj się! Przecież słyszę! &#8211; ale nie słyszał&#8230; Zerknął na zegarek i zdał sobie sprawę, że nie pamięta ostatniej godziny. Chwycił za tańczący po stole telefon i wybiegł z gabinetu. - Słucham&#8230; - Witam pana, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>- Telefon&#8230;</p>
<p>- Co? &#8211; wymamrotał niewyraźnie, jakby właśnie wybudzono go z głębokiego snu.</p>
<p>- Telefon ci dzwoni!</p>
<p>- Nie wydzieraj się! Przecież słyszę! &#8211; ale nie słyszał&#8230; Zerknął na zegarek i zdał sobie sprawę, że nie pamięta ostatniej godziny. Chwycił za tańczący po stole telefon i wybiegł z gabinetu.</p>
<p>- Słucham&#8230;</p>
<p>- Witam pana, dzwonię z firmy Velsat, nie możemy zalogować się do systemu &#8211; odpowiedział przyjemny, kobiecy głos.</p>
<p>- To niemożliwe, dosłownie parę chwil temu testowaliśmy wasze dane dostępowe &#8211; skłamał &#8211; Czy jest pani pewna, że wpisuje poprawne dane? Bardzo proszę spróbować raz jeszcze. &#8211; W oczekiwaniu na odpowiedź zdążył wrócić do gabinetu i założyć konto w systemie. W telefonie znów odezwał się głos:</p>
<p>- Yyy, dziwne&#8230; wie pan, chwile temu próbowałam i nie udawało się, a teraz&#8230; wygląda na to, że wszystko jest w porządku.</p>
<p>- Ah te komputery, wiecznie płatają figle. Czy mogę jeszcze w czymś pomóc?</p>
<p>- Nie, dziękuję&#8230; Gdyby pojawiły się jakieś pytania, to pozwolę sobie pana jeszcze pomęczyć.</p>
<p>- Zapraszam&#8230; póki co, życzę miłego dnia. Do widzenia.</p>
<p>- Wzajemnie, do widzenia &#8211; odpowiedziała kobieta i zakończyła połączenie.</p>
<p>Kurwa mać&#8230; Byłem pewien, że zakładałem to konto&#8230; &#8211; pomyślał Lucjan. Z jednej strony był zadowolony, że udało się zagadać klienta na tyle, żeby móc naprawić swój błąd. Z drugiej jednak wiedział, że wczorajsze wydarzenia nie powinny mieć wpływu na jego efektywność w pracy. Noc, której nie dał pożywienia w postaci snu, teraz zjadała go żywcem&#8230; Mięśnie, którym dał wczoraj wycisk, rewanżowały się dzisiaj. Czuł się totalnie zdewastowany, a fakt że nie umiał w żaden sposób wytłumaczyć tego co się wczoraj stało, wcale nie poprawiał sytuacji.</p>
<p>- Zabalowało się wczoraj? &#8211; drugi już raz tego dnia, pytanie Wojtka postawiło Lucjana na nogi.</p>
<p>- Nie. Nie spałem w nocy, to wszystko&#8230;</p>
<p>- Rozumiem&#8230; kobieta&#8230; &#8211; jego twarz wygięła się do uśmiechu ukazując wszystkie zęby i powodując zmrużenie oczu tak mocne, że zastanawiające było czy Wojtek potrafi jednocześnie śmiać się i widzieć.</p>
<p>- Gówno rozumiesz.. nie masz tam nic do roboty? Mogę ci coś znaleźć, bo wyraźnie się nudzisz.</p>
<p>- Dobra, już nic nie mówię &#8211; burknął i zniknął w gąszczu własnych zajęć.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Trzeba zmusić tego dziada do gadania &#8211; postanowił, cały czas analizując &#8216;ucieczkę&#8217; &#8211; Najwierniejszy musi coś wiedzieć&#8230; Może ten drugi to jego kumpel? Może byli w zmowie i próbowali mnie obrobić? &#8211; Pytanie piętrzyły się i zapychały głowę Lucjana, która zaczynała przypominać pokój po sufit zastawiony przez stosy pudeł i śmieci z wydrążonymi w nich korytarzami. Przedzieranie się przez ten ciemny i śmierdzący labirynt, przerwał mu Michał &#8211; szef działu sprzedaży:</p>
<p>- Lucjan! Za 15 minut, spotkanie z prawnikami&#8230; pamiętasz o tym?</p>
<p>- Tak &#8211; nie pamiętał &#8211; Daj mi chwilę, zaraz będę gotowy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Przygotowując się do spotkania Lucjan pomyślał jeszcze, że jest cholernie daleko od wyjaśnienia zagadki, która coraz bardziej wgryzała się w jego świadomość. Miał też paskudne wrażenie, że to co się stało wczoraj to dopiero początek jego problemów&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>C.D.N.</p>
<p>&nbsp;</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/01/najwierniejszy-3/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/10/01/najwierniejszy-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najwierniejszy 2</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/30/najwierniejszy-2/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/30/najwierniejszy-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Sep 2011 21:15:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Najwierniejszy]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.sztuker.pl/?p=291</guid>
		<description><![CDATA[Dopadł drzwi od mieszkania ostatkiem sił, a brak tchu i drżące mięśnie skutecznie utrudniały trafienie kluczami w otwory zamków. Lucjan męczył się z tą ostatnią przeszkodą raz po raz spoglądając nerwowo za siebie. Gdy tylko drzwi ustąpiły wskoczył do mieszkania, zaryglował je od środka i przywarł do nich mocno plecami osuwając się jednocześnie na podłogę. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dopadł drzwi od mieszkania ostatkiem sił, a brak tchu i drżące mięśnie skutecznie utrudniały trafienie kluczami w otwory zamków. Lucjan męczył się z tą ostatnią przeszkodą raz po raz spoglądając nerwowo za siebie. Gdy tylko drzwi ustąpiły wskoczył do mieszkania, zaryglował je od środka i przywarł do nich mocno plecami osuwając się jednocześnie na podłogę.</p>
<p>Od momentu gdy zobaczył Najwierniejszego z Szóstym Przykazaniem, wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Słońce schowało się za budynkami, ulice opustoszały w mgnieniu oka a perspektywa zaczęła się oddalać i wydłużać. Świat Lucjana nagle stracił regularność kształtów i czystość dźwięków. Wszystko załamało się dokładnie wtedy, gdy tradycyjnie rzucał &#8216;piątkę&#8217; do kapelusza.</p>
<p>- On cie dopadnie&#8230; &#8211; wycharczał Najwierniejszy z ogromny wysiłkiem, a jego głos przypominał bardziej jęk ducha w mglistą noc, niż dźwięk wydany przez człowieka.</p>
<p>W chwili gdy Lucjan próbował zrozumieć co żebrak ma na myśli, zza rogu wyskoczył on &#8211; przeraźliwie blady ale nieprawdopodobnie szybki. Biegnąc w stronę kościoła natrafił na kilka promieni słabego już słońca, przebijającego się pomiędzy pokrzywionymi budynkami. Przez ten jeden moment było widać jego twarz, dziwnie znajomą&#8230;</p>
<p>Lucjan popatrzył jeszcze raz pytająco na Najwierniejszego, ale widząc tylko szyderczy uśmiech na jego przeoranej bliznami twarzy, rzucił się do ucieczki. Znał tą okolicę bardzo dobrze, jednak dziś wszystko wydawało się obce i nieprzychylne. Przebiegli dwie ulice, potem na most, w końcu przez osiedle Odkupienia do parku. Park , który Lucjan pamiętał z dzieciństwa jako łąkę otoczoną paroma drzewami przybrał dziś formę ciemnego, gęstego i opuszczonego lasu. Przebijał się przez krzaki raniąc ręce i twarz, potykał o wystające z ziemi korzenie drzew i obijał o drzewa, które pojawiały się dosłownie znikąd, cały czas czując na swoich plecach złowrogi oddech nieznajomego.</p>
<p>Właściwie nie wiedział dlaczego przed nim ucieka. Nikomu nie zrobił nic złego. Nie było powodu, aby ktokolwiek próbował go dopaść, jednak podświadomie czuł, że tak właśnie trzeba. Goniący go typ nie wyglądał raczej na chętnego pokornie wdać się w kulturalną dyskusję.</p>
<p>Z parku wybiegli wprost na jedno z największych skrzyżowań w mieście. Lucjan, porządnie już zmęczony, wykorzystał pierwszą okazję i wskoczył między samochody z nadzieją, że w ten sposób uda mu się zgubić człowieka, który na niego polował. Ten jednak był zwinniejszy niż się wydawało i podążał za Lucjanem krok w krok &#8211; jak cień &#8211; trzymając tą samą odległość.</p>
<p>Godzinę później byli prawie pod domem Lucjana, a odległość między nimi nie zmieniła się ani o metr. Było co najmniej kilka sytuacji, w których nieznajomy mógł skrócić ten dystans, jednak z niewiadomych przyczyn tego nie zrobił. Bez względu jednak na intencje ścigającego Lucjan miał dość tej całej gry i był bardzo szczęśliwy, że znajduje się tak blisko własnego mieszkania. Nie przerywając ucieczki instynktownie zaczął grzebać w kieszeni w poszukiwaniu kluczy, oceniając jednocześnie, że odległość jaka dzieli go od nieznajomego powinna wystarczyć na to aby udało się otworzyć drzwi. Przynajmniej miał taką nadzieję&#8230;</p>
<p>Próbując się uspokoić, wciąż przyklejony do drzwi Lucjan usłyszał skowyt przekręcanej klamki. Serce podeszło mu do gardła, nabrał powietrza w płuca, wstrzymał oddech i czekał&#8230; Nic się jednak nie wydarzyło. Klamka przestała się obracać, a na klatce zapanowała irytująca cisza. Odczekał jeszcze chwilę, po czym wstał i przyłożył oko do wizjera&#8230; Nic&#8230; &#8222;Co jest do cholery?&#8221; &#8211; pomyślał&#8230; Delikatnie otworzył drzwi i wyjrzał na klatkę, na której nie było nikogo &#8211; tylko znudzony kot sąsiadów bezszelestnie pokonywał kolejne drewniane schody. Lucjan rozejrzał się jeszcze raz i upewniając się, że napastnik zniknął, odwrócił się aby zanurzyć się w swojej dwupokojowej twierdzy. Za ciężkim oddechem i obolałym ze zmęczenia ciałem, szły  jak armia pijanych żołnierzy myśli o tym, co się wydarzyło i kim był goniący go człowiek&#8230; i co z tym wszystkim wspólnego miał Najwierniejszy &#8211; zwykły, brudny żebrak spod kościoła św. Rafała&#8230;</p>
<p>- Cholera, z tego wszystkiego zapomniałem wziąć tabletki &#8211; powiedział sam do siebie i wyjął z kieszeni opakowanie pełnie pomarańczowych pastylek. Wyciągnął dwie i położył na suchym jak kołek języku. Im bardziej próbował je połknąć tym boleśniej odczuwał brak śliny spowodowany tą absurdalną ucieczką. Kręcąc się po mieszkaniu w poszukiwaniu choćby kropli wody, Lucjan znów usłyszał szmer w okolicy drzwi wejściowych. Ostrożnie przeszedł z kuchni do przedpokoju &#8211; najpierw jego głowa, czujna i podejrzliwa, następnie cała reszta błagająca o chwilę odpoczynku. Szmer ucichł, a pod drzwiami leżała kartka papieru&#8230; Na niej natomiast &#8211; widoczne nawet z tej odległości &#8211; słowa:</p>
<p>&#8222;Jak długo chcesz uciekać przed sumieniem?&#8221;</p>
<p>Tej nocy Lucjan nie zmrużył oka&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>C.D.N.</p>
<p>&nbsp;</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/30/najwierniejszy-2/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/30/najwierniejszy-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najwierniejszy (początek)</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/25/najwierniejszy/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/25/najwierniejszy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Sep 2011 19:21:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Najwierniejszy]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.sztuker.pl/?p=199</guid>
		<description><![CDATA[Nadchodził wieczór. Lucjan szedł ulicą Duszną nawijając na palec srebrny łańcuszek i recytując w myślach wyliczankę. Zazwyczaj o tej porze wiedział, której z nich poświęci czas, jednak dzisiaj nie wydarzyło się nic, co mogło ułatwić mu wybór. Mijając jedyny w tej okolicy kościół, dostrzegł natomiast na jego schodach zgarbioną postać. &#8222;Najwierniejszy&#8221; &#8211; bo tak ochrzczono [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nadchodził wieczór. Lucjan szedł ulicą Duszną nawijając na palec srebrny łańcuszek i recytując w myślach wyliczankę. Zazwyczaj o tej porze wiedział, której z nich poświęci czas, jednak dzisiaj nie wydarzyło się nic, co mogło ułatwić mu wybór. Mijając jedyny w tej okolicy kościół, dostrzegł natomiast na jego schodach zgarbioną postać. &#8222;Najwierniejszy&#8221; &#8211; bo tak ochrzczono żebraka, który od 15 lat dzień w dzień pojawiał się w tym miejscu &#8211; kładł właśnie swój kapelusz na zimnej posadzce . Nikt nigdy nie usłyszał od niego słowa, ale Najwierniejszy miał zawszę ze sobą kawałek kartonu, a na nim kilka słów zupełnie niepasujących do sytuacji w jakiej się znajdował. Zamiast więc &#8222;<em>Zbieram na życie</em>&#8222;, Najwierniejszy sugerował: &#8222;<em>Sprawdź co masz w lewej kieszeni spodni</em>&#8222;. Przechodzący ludzie zazwyczaj dawali się złapać i znajdując drobniaki, w tym czy innym miejscu swojej garderoby, wrzucali je  z wyraźnym rozbawieniem do jego kapelusza. Dzisiaj jednak kartonik zawierał zupełnie inne zdanie. Na opartym o kamienny stopień kawałku grubego papieru widniały słowa &#8222;<em>Sprawdź co masz dziś w sercu. Cokolwiek tam znajdziesz &#8211; zachowaj dla siebie</em>&#8222;. Lekko zdziwiony nagłą zmianą koncepcji Lucjan uśmiechnął się do Najwierniejszego, rzucił mu &#8216;piątkę&#8217; i przyspieszył kroku. Był już blisko domu&#8230;</p>
<p>Trzymał je wszystkie w klatce&#8230; Oglądał je codziennie, chociaż nie mógł wytrzymać widoku tych patologicznie wynaturzonych przez życie istnień. Były stare, poskręcane i pomarszczone. Wyglądały i śmierdziały jak karaluchy zamknięte w akwarium i zapomniane przez świat.</p>
<p>Lucjan uniósł prawą dłoń i poruszając rytmicznie palcem wskazującym zaczął tą samą wyliczankę, która towarzyszyła mu całą drogę:</p>
<p>Ene due rabe,<br />
połknął bocian żabę,<br />
a później chińczyka,<br />
co z tego wynika<br />
raz, dwa, trzy dzisiaj ty&#8230;</p>
<p>Grymas uśmiechu pojawił się na jego spoconej twarzy &#8230; Dzisiaj padło na Namiętność.</p>
<p>- Dobry wybór, chociaż liczyłem, że wypadnie Nadzieja.</p>
<p>- Nadzieja umiera ostatnia &#8211; podpowiedział mu głos, wydobywający się gdzieś z tyłu jego głowy.</p>
<p>- Ah, racja &#8211; wycharczał sam do siebie.</p>
<p>Namiętności nie dało się otruć gdyż, jako chemiczka wytwarzająca &#8222;narkotyk doskonały&#8221;, była zbyt wyczulona na wszystkie substancje trujące. Ale był inny sposób &#8211; wystarczyło przestać ją karmić, a kurczyła się i w męczarniach umierała w zastraszająco szybkim tempie. Do rana będzie po wszystkim &#8211; pomyślał Lucjan, przystawiając sobie fotel bliżej klatki, tak aby móc wygodnie delektować się końcem kolejnej z emocji, które systematycznie w sobie zabijał. Zabawa była przednia &#8211; umierały jedne, a z czasem w ich miejsce pojawiały się kolejne &#8211; co prawda znacznie już słabsze, jednak wciąż zauważalne. Miał ich wszystkich dość i chciał jak najszybciej pozbyć się tych natrętnych stworzeń, które odbierały mu zdolność logicznego myślenia. Tysiące gatunków zwierząt radzą sobie z powodzeniem bez emocji &#8211; pomyślał &#8211; człowiek jako jedyny je &#8222;oswoił&#8221; i dzięki nim niszczy wszystko czego się dotknie, a w szczególności samego siebie.</p>
<p>Gdy po dłuższej chwili odrętwienia Lucjan otworzył oczy i zajrzał do klatki, namiętność oddychała już bardzo płytko. Z jednej strony cieszył się, ze koniec jest tak blisko, drugiej jednak nie potrafił pozbyć się myśli o Najwierniejszym i jego przesłaniu &#8211; &#8222;Sprawdź co masz w sercu&#8230;&#8221;. A w sercu Lucjan miał parę istnień w stadium terminalnym i jedno ciało tej, która oddała ostatnie tchnienie dokładnie w chwili gdy kończył tą myśl.</p>
<p>Każdej uduszonej, zagłodzonej, otrutej lub w inny sposób zamordowanej emocji towarzyszyła konieczność uprzątnięcia ciała. Lucjan nigdy nie tracił czasu na gest pochówku. Wymiatał z siebie trupy szybko i sprawnie, czując co prawda coś w rodzaju pustki, jednak przeświadczenie, że ma jeden słaby punkt mniej szybko zalewało go optymizmem.</p>
<p>Gdy nazajutrz, lżejszy o jedno życie, Lucjan wracał tą samą drogą do domu, nie spodziewał się, że kolejne spotkanie z żebrakiem spod kościoła św.Rafała tak drastycznie odmieni jego sposób postrzegania świata. W tym dniu Najwierniejszy miał większą niż zazwyczaj tabliczkę z kartonu. Na tabliczce opierające się o siebie i niekształtne litery ustawiły się w słowa, które dopadły Lucjana jak sfora wygłodniałych wilków:</p>
<p><em>&#8222;Po szóste: Nie zabijaj (emocji, przyp. Bóg)&#8221;</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>C.D.N.</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/25/najwierniejszy/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/25/najwierniejszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cisza</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/24/cisza/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/24/cisza/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Sep 2011 22:37:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Noc za nocą]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.sztuker.pl/?p=253</guid>
		<description><![CDATA[Lucjan zaprzyjaźnił się z nią jeszcze gdy był dzieckiem. Zabierał ją wszędzie gdzie tylko mógł. Była niewątpliwie jego najwierniejszą towarzyszką. Każdego dnia, gdy po szkole otwierał drzwi mieszkania kluczami, które nosił na szyi, cieszył się na spotkanie ze swoją przyjaciółką. Ona dawała mu siłę i możliwość poukładania sobie tego wszystkiego co wydarzyło wcześniej. Pozwalała poskładać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lucjan zaprzyjaźnił się z nią jeszcze gdy był dzieckiem. Zabierał ją wszędzie gdzie tylko mógł. Była niewątpliwie jego najwierniejszą towarzyszką. Każdego dnia, gdy po szkole otwierał drzwi mieszkania kluczami, które nosił na szyi, cieszył się na spotkanie ze swoją przyjaciółką. Ona dawała mu siłę i możliwość poukładania sobie tego wszystkiego co wydarzyło wcześniej. Pozwalała poskładać godziny, minuty, dni i miesiące w jakąś logiczną całość.</p>
<p>Od tamtego czasu niewiele się zmieniło &#8211; być może tylko tyle, ze jego towarzyszka stała się mniej chcianym gościem w otaczającym go świecie. Lucjan pragnął jej z całych sił, jednak rzeczywistość w brutalny sposób ograniczała ich wspólny czas. Coraz trudniej było im zdążyć z układaniem nieregularnych kształtów wydarzeń w jednolity obraz. Spokój, który dzięki niej osiągał ustępował miejsca frustracji. Lucjan bez ciszy stawał się głuchy i ślepy na to co działo się wokół niego, a to jeszcze bardziej pogłębiało jego wewnętrzny niepokój. Od jakiegoś czasu miał wrażenie, że świat płynie wartkim strumieniem obok niego tak, jakby sam był wyrzuconym na brzeg kamieniem &#8211; twardym, zimnym i śliskim na tyle, że nic nie było w stanie się o niego zaczepić.</p>
<p>Lucjan potrafił całymi godzinami rozmawiać szeptem &#8211; wówczas mówił mądrze i słuchał uważnie. Jednak im głośniejsza stawała się rozmowa, tym krócej wytrzymywał. Przebywanie w głośnym towarzystwie było dla niego prawdziwą męczarnią i sił starczało mu zazwyczaj na dwie, może trzy godziny, a nawet w tym czasie słuchał niezbyt uważnie lub wręcz wyłączał się zupełnie. W końcu zawsze pojawiał się ból głowy, niepokój i lęk, które koił uciekając w jej objęcia.</p>
<p>Tej nocy, gdy poszedł z nią na spacer, delektując się zapachem letniego deszczu przy mglistym akompaniamencie własnych kroków stawianych na mokrym bruku,  obiecał sobie, że to właśnie ona będzie go trzymać za rękę w jego ostatniej minucie życia&#8230; Tylko ona, nikt inny&#8230; Nikomu innemu nie ufał bardziej, przy nikim innym nie czuł się równie spokojny. Tylko ona pozwalała mu być sobą. I tylko w niej chciał umrzeć&#8230;</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/24/cisza/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/24/cisza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Perspektywa</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/21/perspektywa/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/21/perspektywa/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Sep 2011 22:04:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dzień za dniem]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.sztuker.pl/?p=232</guid>
		<description><![CDATA[Zadowolony, że udało się znaleźć wolne miejsce vis a vis biurowca, Lucjan wyszedł z samochodu i trzasnął drzwiami mocniej niż zwykle. To był jego pierwszy dzień po dłuższej przerwie i czuł się dziwnie obco w tym miejscu. Na moment przed wejściem do budynku, Lucjan podniósł głowę szukając okien swojego biura i pomyślał: &#8222;No to wio!&#8221;. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zadowolony, że udało się znaleźć wolne miejsce vis a vis biurowca, Lucjan wyszedł z samochodu i trzasnął drzwiami mocniej niż zwykle. To był jego pierwszy dzień po dłuższej przerwie i czuł się dziwnie obco w tym miejscu. Na moment przed wejściem do budynku, Lucjan podniósł głowę szukając okien swojego biura i pomyślał: &#8222;No to wio!&#8221;.</p>
<p>Do hallu wszedł pewnym krokiem, tak jakby właśnie wrócił z godzinnej przerwy na obiad. Rzucił: &#8222;cześć&#8221; &#8211; na tyle głośno aby wszyscy pracownicy usłyszeli &#8211; i zasiadł za swoim biurkiem zadowolony, że tak łatwo udało mu się zamarkować niepewność.</p>
<p>Po drugiej stronie szerokiego biurka siedział Marek. Marek był wysokim i niezdarnym facetem, który wykonywał swoją pracę w żółwim tempie, ale za to całkiem skrupulatnie. Między Lucjanem a Markiem sytuacja była jednak jeszcze bardziej niezręczna. Lucjan był winny Markowi pieniądze, dlatego siedzenie przy jednym biurku nie było dla nich szczytem przyjemności. Już przy porannej kawie Lucjan postanowił grać w razie czego w otwarte karty &#8211; chociaż liczył na to, że temat się dziś nie pojawi. Mylił się&#8230;</p>
<p>- Jak zdrowie? &#8211; zagaił Marek</p>
<p>Gówno Cie to obchodzi cwaniaku! &#8211; Lucjan już czuł co za chwilę nastąpi, ale odpowiedział uprzejmie:</p>
<p>- Już dobrze, dziękuję. A Twoje?</p>
<p>- A dobrze, nie narzekam&#8230; A jak tam nasze rozliczenia?</p>
<p>Mogłeś sobie baranie darować kurtuazje i od razu spytać &#8222;Gdzie moja kasa?&#8221;. Należy Ci się trzy razy mniej&#8230; Trzeba mieć tupet, żeby tak wykorzystać fakt, że ktoś mnie postawił pod ścianą. A tego, że tą robotę masz dzięki mnie to już nie pamiętasz, co?</p>
<p>- Słuchaj stary, jestem pierwszy dzień w pracy. Dobrze wiesz, że gdy nie pracuje to nie zarabiam. Dziś nie mam kasy, ale jest perspektywa, że coś się pojawi w najbliższym czasie.</p>
<p>- Ok, ale to już długo trwa.</p>
<p>- Wiem, przepraszam&#8230; &#8211; odpowiedział Lucjan odwracając wzrok nie dlatego, że było mu wstyd, ale dlatego że gdyby tego nie zrobił Marek dojrzałby w jego oczach spektakl swojej własnej śmierci, który Lucjan właśnie właśnie sobie wizualizował&#8230;</p>
<p>Żaden z nich nie powiedział tego dnia ani słowa więcej, ale atmosfera wcale nie była tak ciężka jak można było przypuszczać. Do Lucjana przyczepiła się natomiast &#8211; jak zapomniane słowo, które mamy na końcu języka, ale wciąż nie możemy go wypowiedzieć &#8211; myśl o wspomnianych &#8216;perspektywach&#8217;.</p>
<p>Jakie kurwa perspektywy? &#8211; pomyślał &#8211; Ja nie mam perspektyw zapłacić rachunek za telefon, a co dopiero oddawać kasę temu patałachowi. Co to w ogóle jest perspektywa do cholery! Perspektywa to gruba i pryszczata siostra nadziei! Tak, nadzieja tyczy się marzeń, więc może być piękna, może być natchnieniem poetów i łzami samobójców. A perspektywa? Perspektywa jest starym zołzowatym babskiem, które próbuje Ci wcisnąć wizję lepszego jutra wiedząc, że ono nigdy nie nastąpi. Dajmy na to studia z &#8216;perspektywami&#8217;, których absolwenci pracują na zmywakach w zaplutych Londyńskich norach, albo perspektywa premii, którą Twoja żona wydała dawno zanim znalazła się na Twoim koncie. Mamy też chorych ludzi, którzy biorą udział w kuracjach z &#8216;perspektywą&#8217; i jedyne co to zmienia w ich życiu to fakt, że z racji zainteresowania mediów umierają w blasku fleszy, a nie po cichu jak ich koledzy &#8216;od kuracji bez perspektywy&#8217;&#8230;&#8217;Perspektywa&#8217; to złodziejka czasu, określenie które odsuwa w czasie przyznanie się do tego, że w tej chwili jest źle.</p>
<p>Tego dnia Lucjan postanowił więcej nie zasłaniać się &#8216;perspektywą&#8217; &#8211; i to była całkiem dobra perspektywa&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/21/perspektywa/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/21/perspektywa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Smajli</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/18/smajli/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/18/smajli/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Sep 2011 21:55:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Noc za nocą]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.sztuker.pl/?p=203</guid>
		<description><![CDATA[Doskonale pamiętam dzień, w którym się poznaliśmy. Nie byłem wtedy sam, ale nie potrafiłem zapomnieć Twoich oczu&#8230; Z daleka czuć charakterystyczny zapach zdrowego dymu, wydobywającego się z opalanego dębem grilla, na którym klienci własnoręcznie przyrządzają otrzymane w barze &#8211; surowe &#8211; kawałki mięs. W Smajli najważniejszy jest właśnie ten grill &#8211; cała reszta stanowi tylko [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Doskonale pamiętam dzień, w którym się poznaliśmy. Nie byłem wtedy sam, ale nie potrafiłem zapomnieć Twoich oczu&#8230;</p>
<p>Z daleka czuć charakterystyczny zapach zdrowego dymu, wydobywającego się z opalanego dębem grilla, na którym klienci własnoręcznie przyrządzają otrzymane w barze &#8211; surowe &#8211; kawałki mięs. W Smajli najważniejszy jest właśnie ten grill &#8211; cała reszta stanowi tylko dodatek. Zarówno chata kryta strzechą, w której jest bar, jak i przylegający do niej ogródek z mnóstwem drewnianych ław i stolików, byłyby bez tego grilla niczym więcej jak tylko kolejnym miejscem gdzie można napić się piwa&#8230;</p>
<p>Siadam przy &#8216;naszym&#8217; stoliku, zamykam oczy i cofam się parę lat wstecz&#8230;</p>
<p>- Hej &#8211; bardziej szepnąłem niż powiedziałem, a Ty podniosłaś głowę znad książki i uśmiechnęłaś się do mnie tak uroczo, jak tylko potrafiłaś.</p>
<p>- Hajooo, jesteś wreszcie! &#8211; uwielbiałem w Tobie to, że nawet z najbardziej wytartego słowa potrafiłaś stworzyć swoją własną, promienna i ciepłą wersję. Nikt nigdy nie witał mnie w tak fantastycznie ciepły sposób.</p>
<p>Tak zaczynało się każde nasze spotkanie. Właściwie nie musieliśmy się specjalnie umawiać. Oboje podświadomie wiedzieliśmy gdzie i kiedy mamy się pojawić. Czasem trzeba było chwilę posiedzieć samemu, ale zazwyczaj nie trwało to dłużej niż pół godziny&#8230;</p>
<p>Wieczory schodziły nam na cudownych rozmowach, patrzeniu sobie w oczy i&#8230; milczeniu. Wspólne milczenie powodowało, że dialog zaczynały nasze dusze. Rozmawiały ze sobą pięknie i namiętnie, a my pozwalaliśmy im na dużo -w każdym razie na wiele więcej niż mogło się wydarzyć. Nigdy nie zapomnę tych chwil, które razem spędziliśmy.</p>
<p>Nawet teraz, po latach zaglądam do Smajli z nadzieją, że Cię tam zobaczę &#8211; niestety spotykam tylko wspomnienia. Wiem, że Ty też tam bywasz i czujesz to samo. Nasza znajomość była jak sen, który każdy chce śnić &#8211; pełen szczęścia, niedomówień, prawdy, ekscytacji i magii&#8230; Szkoda tylko, że w tym magicznym świecie zabrakło ostatniego zaklęcia&#8230;</p>
<p>Dziękuję za wszystko Happy! I przepraszam za tych kilka motyli, którym przez nieuwagę urwałem skrzydła.</p>
<p>Nigdy Cię nie zapomnę&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/18/smajli/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/18/smajli/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Eksmisja</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/16/eksmisja/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/16/eksmisja/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 23:13:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Noc za nocą]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.octuss.com/?p=180</guid>
		<description><![CDATA[Ajka uważa, że nasze mieszkanie jest depresyjne i mimo tego, że jest osobą, której wszystko nie pasuje, to w tym jednym muszę przyznać jej rację&#8230; No może połowę racji&#8230; Wprowadziliśmy się zaraz po remoncie wykonanym jeszcze na zlecenie właściciela, który nie wiedzieć czemu wybrał szarą kolorystykę. Lokum, w którym ściany wyglądają niczym obsypane popiołem z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ajka uważa, że nasze mieszkanie jest depresyjne i mimo tego, że jest osobą, której wszystko nie pasuje, to w tym jednym muszę przyznać jej rację&#8230; No może połowę racji&#8230;</p>
<p>Wprowadziliśmy się zaraz po remoncie wykonanym jeszcze na zlecenie właściciela, który nie wiedzieć czemu wybrał szarą kolorystykę. Lokum, w którym ściany wyglądają niczym obsypane popiołem z krematorium, w połączeniu z właściwymi dla starego budownictwa wysokimi stropami sprawia, że my czujemy się w nim przeraźliwie maleńcy. Wbrew pozorom wcale nie ma w nim dużo miejsca.. Trzy, niezbyt ustawne pomieszczenia, w których światło należy zapalić na długo przed zmrokiem &#8211; ot kolejny urok starych kamienic&#8230;</p>
<p>Sypialnie udało się ożywić kupionymi w markecie budowlanym naklejkami w kształtach roślin i kwiatów. Ajka wykonała z nich fantazyjny i naprawdę ujmujący wzór pokrywający całą wschodnią ścianę. Pokój jednak nie jest duży, więc poza dwuosobowym łóżkiem, szafą wnękową i dwiema komodami nie zmieściło się już nic więcej.</p>
<p>Salon &#8211; bo tak nazywamy największe z pomieszczeń jest miejscem, w którym spotykają się dwa światy. Jeden świat to przytulny kącik z wygodną kanapą, telewizorem, odtwarzaczem płyt i lampką do czytania. Drugi natomiast to aneks kuchenny, który generuje sobą tak nie dające się znieść odgłosy, że jakikolwiek relaks w pierwszym świecie przestaje mieć sens. Czytanie książek przy akompaniamencie syczącej pary, szumiącej wody, burczącej zmywarki czy wreszcie odgłosów wojennych wydobywających się układanych garnków i talerzy jest czynnością tak stresującą, że chyba lepiej w tym czasie pójść do kasyna i postawić ostatnie pieniądze&#8230;</p>
<p>Wreszcie gabinet &#8211; jedyne sensownie przemyślane pomieszczenie. Przy ścianach regały, komody i szafki mieszczące w sobie wszystko co mamy najcenniejsze. Na środku natomiast, dwa przytulone do siebie plecami biurka&#8230; a przy biurkach my. Lubiłem tam przesiadywać i pracować &#8211; czasem nawet bardziej niż w biurze. Każde z nas było pochłonięte swoimi sprawami, jednak ta bliskość dawała raz na czas pretekst do zamienienia kilku słów&#8230;</p>
<p>Razem byliśmy w tym gabinecie jak dwa balony&#8230; Na początku takiej samej objętości, jednak w miarę gdy Ajka wraz ze swoim dobytkiem pęczniała, ja i moje skarby musiały się skurczyć. Nie były to duże zmiany &#8211; Ajka dokupywała jakiś drobny mebelek na swoje nowe bibeloty, a ja wywoziłem kolejne pudła do biura. &#8222;Przecież to są dokumenty i jakieś Twoje firmowe klamoty &#8211; ich miejsce jest w biurze&#8221; &#8211; mówiła zawsze gdy trzeba było zrobić trochę miejsca.</p>
<p>Odkąd pamiętam wyznawała filozofię, że aby odnieść sukces należy mieć wszystko przygotowane na &#8216;tip top&#8217; &#8211; zawsze jednak w tym planie zapominała o sobie. Efektem tego było wieczne dopieszczanie ergonomii miejsca pracy, nowe książki i katalogi do inspiracji, nowy sprzęt lub narzędzia &#8211; potrzebne czy nie miały być zawsze wstępem do nowego, lepszego życia. Scenariusz był zawsze taki sam i miał zawsze to samo smutne zakończenie. W najlepszym wypadku nie działo się nic, w najgorszym powstawał kolejny plan rozbudowy, niosący za sobą kolejne wydatki i nie rokujący absolutnie żadnego powodzenia.</p>
<p>Najnowszy pomysł zrodził się zaledwie parę dni temu: przemeblowanie gabinetu. Zgodziłem się bez zastanowienia &#8211; nie było sensu dyskutować, szczególnie że jedna z firm zaproponowała Ajce współpracę, co było atutem nie do zbicia&#8230; Cały dzień przestawialiśmy klocki tak, aby jakkolwiek do sobie pasowały. Przeniosłem tony zbitej w meble sklejki, podziurawiłem międzywojenne cegły dziesiątkami mechanicznych ukłuć, udało mi się nawet złamać dwa śrubokręty walcząc z chichoczącymi z mojej bezradności śrubami.</p>
<p>W miarę jak pomieszczenie przyjmowało realne kształty, stawało się też coraz bardziej mi obce. Co prawda miejsce dla mnie było pierwotnie przewidziane, jednak w trakcie tworzenia nowego świata, skurczyło się do absurdalnie małych rozmiarów. Gdy tylko zdałem sobie z tego sprawę, wymsknęło mi się ironiczne:</p>
<p>- Słuchaj, a może weź sobie cały pokój, hmm?</p>
<p>- Naprawdę, mogłabym? &#8211; odparła, a mnie aż zemdliło z zaskoczenia, ale brnąłem dalej&#8230;</p>
<p>- Pewnie.. Ja mam biuro.. nie muszę tu być&#8230;</p>
<p>- Och to było by cudownie, popatrz ile miejsca.. Wreszcie bym miała wszystko tam gdzie trzeba, poukładane. Zobacz, tu byśmy przesunęli tą szafkę kawałek w lewo&#8230; O tu, tu, popatrz tylko&#8230; &#8211; dalej nie słuchałem&#8230;</p>
<p>Teraz zastanawiam się co zrobić z całym swoim życiem, które zostało na podłodze w przedpokoju&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/16/eksmisja/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/16/eksmisja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ognisty Grześ</title>
		<link>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/15/ognisty-grzes/</link>
		<comments>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/15/ognisty-grzes/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Sep 2011 23:36:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Widelec</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sztrućce]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://widelec.octuss.com/?p=168</guid>
		<description><![CDATA[Grześ od dziecka fascynował się ogniem. Był z nim niemal emocjonalnie związany. W szkole podstawowej zaczynał od zabawy, polegającej na klinowaniu zapałki między kciukiem a draską i pstryknięciu w nią palcem wskazującym drugiej dłoni tak, aby impet zapalił zapałkę i wyrzucił ją w określonym kierunku. Parę lat później, ulubioną rozrywką jego i jego kolegów było [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Grześ od dziecka fascynował się ogniem. Był z nim niemal emocjonalnie związany. W szkole podstawowej zaczynał od zabawy, polegającej na klinowaniu zapałki między kciukiem a draską i pstryknięciu w nią palcem wskazującym drugiej dłoni tak, aby impet zapalił zapałkę i wyrzucił ją w określonym kierunku. Parę lat później, ulubioną rozrywką jego i jego kolegów było robienie &#8216;zasłony dymnej&#8217; za pomocą saletry i mąki wsypanej w odpowiednich proporcjach do piłeczki ping &#8211; pongowej. Efekt był fantastyczny, a uciekanie przed dorosłymi, próbującymi wybić dzieciakom takie zabawy z głowy było podniecającym dopełnieniem dzieła.</p>
<p>W technikum Grześ podszedł do sprawy bardziej ambitnie. Z prochu zsypanego z kilku ogólnodostępnych petard potrafił zrobić imponujący ładunek wybuchowy. Był znany na swoim osiedlu z tego, że uwielbiał zaskakiwać przechodniów &#8216;zupełnie przypadkowymi&#8217; wybuchami.</p>
<p>Uspokoił się dopiero na studiach &#8211; z braku czasu, bo jego miłość do płomieni i eksplozji wcale nie straciła na sile. Gdy tylko miał możliwość skakał przez ognisko zorganizowane przez znajomych z roku, bądź zwyczajnie zapalał świeczkę i patrzył długo, w miotający się niczym flaga na wietrze płomień.</p>
<p>Dorosły Grześ został strażakiem, pogromcą swoich własnych popędów, panem i władcą płomieni. Dla niego wyjazdy do pożarów, to nie tylko spełnienie obywatelskiego obowiązku, ale także oglądanie pięknych spektakli żywiołu i zniszczenia. Czuł się spełniony, a swoją pracę wykonywał wyśmienicie.</p>
<p>Pewnego razu, gdy wyszedł z kolegami do ogrodu podziwiać zapowiadane od rana zaćmienie księżyca, sam doznał zaćmienia. Jako, że dzień był deszczowy, a drewno przygotowane na ognisko wilgotne, Grześ postanowił pomóc sobie benzyną. Bardzo dokładnie, zgodnie z harcerską sztuką ułożył pocięte gałęzie, oblał swoje dzieło paliwem i zbliżył doń rękę, w której dumnie niczym olimpijski znicz tkwiła zapalona zapałka. Nagle zrobiło się jasno, a ognień urósł na 3 metry.</p>
<p>Krzyczącego Grzesia zauważyli koledzy, którzy w pierwszej chwili stanęli jak wryci patrząc z niedowierzaniem jak ich kolega sam przyjmuje postać zapałki. Ten natomiast stał przerażony w ogóle nie rejestrując, że jego włosy rozpoczęły właśnie swój mały festiwal sztucznych ogni.</p>
<p>Jeden z kolegów, pojąwszy powagę sytuacji zdjął szybko kurtkę i rzucił Grzesiowi na głowę kończąc tym samym to dramatyczne przedstawienie&#8230;</p>
<p>Nikomu nic się nie stało, ale po tym wydarzeniu Grześ się zmienił&#8230; Był jakiś&#8230; Zagaszony&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<div class="al2fb_like_button"><div id="fb-root"></div><script src="http://connect.facebook.net/pl_PL/all.js#appId=112923468812005&amp;xfbml=1" type="text/javascript"></script>
<fb:like href="http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/15/ognisty-grzes/" layout="button_count" show_faces="true" width="450" action="like" font="arial" colorscheme="light" ref="AL2FB"></fb:like></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://widelec.sztuker.pl/index.php/2011/09/15/ognisty-grzes/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- This Quick Cache file was built for (  widelec.sztuker.pl/index.php/feed/ ) in 18.39441 seconds, on May 21st, 2012 at 5:09 pm UTC. -->
<!-- This Quick Cache file will automatically expire ( and be re-built automatically ) on May 21st, 2012 at 6:09 pm UTC -->
