Najwierniejszy 5

Widelec, 12 października 2011
470558.5

- Lucjan, nie możemy teraz rozmawiać. Pamiętasz jak się umawialiśmy? Ja – jak to nazwałeś – nie zawracam Ci dupy i daje recepty, a Ty płacisz mi jak za pełną godzinę. Dokonałeś tego wyboru sam, pamiętasz? Pamiętasz ile nas, mnie kosztowało żeby cokolwiek wspólnie przepracować? Wiesz, bez obustronnego zaangażowania nic tu nie zdziałamy, a Ty… Przykro mi Lucjan, nie możesz tutaj tak po prostu przyjść, wpakować się bez kolejki i oczekiwać, że poświęcę Ci czas…

- Wiem, ale ostatnio dzieją się dziwne rzeczy. Nie potrafię tego wytłumaczyć… Wszystko jest takie realne i zarazem niedorzeczne… Może leki przestały działać?

- Przykro mi Lucjan… Pacjenci czekają… – Kolberg zerknął w kalendarz – Pojutrze… Możesz przyjść pojutrze, o osiemnastej…

- Ale…

- Pojutrze Lucjan… – mówiąc to wstał, podszedł do drzwi i otworzył je dając do zrozumienia, że czas Lucjana dobiegł końca.

- Jesteś skończonym dupkiem Kolberg! Gdybym teraz chciał strzelić sobie w łeb też byś kazał mi wrócić później? Jesteś tak samo pojebany jak Twoi pacjenci!

- Tak! I właśnie dzięki temu tak dobrze się rozumiemy, a ja wiem, że nic sobie nie zrobisz… Żegnam…

- Doktorze Kolberg – powiedział Lucjan już znacznie spokojniej. Trzeba przyznać, że eksplozja gniewu, która miała miejsce przed chwilą była nad wyraz mało spektakularna, a spoglądający przez uchylone drzwi, czekający na swą kolej pacjenci byli wyraźnie zawiedzeni, że przedstawienie skończyło się tak szybko. Kolberg jednak doskonale wiedział co robi. Był jednym z najbardziej poważanych specjalistów od chorych dusz w mieście, a Lucjana znał chyba lepiej niż ktokolwiek inny, z rodzicami włącznie.

- Wiem Lucjan… wiem, że jest ci ciężko… Przyjdź do mnie pojutrze, będziemy mieli dużo czasu. A teraz idź do domu i przemyśl wszystko… Przemyśl dobrze co chcesz mi opowiedzieć… i czy na pewno tego chcesz.. Jeśli zaczniemy znów pracować, to może nie być już odwrotu. Miej to na uwadze Lucjan. Do zobaczenia!

Wychodząc z gabinetu, odprowadzany przez rozbiegane oczy czekających w kolejce po gest zrozumienia, Lucjan poczuł, że jest spokojny. Doktor Kolberg był typem człowieka, którego można było nienawidzić, ale któremu nie można było nie ufać. Gdyby powiedział, że Lucjan resztę życia powinien skakać na jednej nodze – zrobiłby to. Jeśli mówił, że rozmowa może poczekać dwa dni, to na pewno tak było.

O ile na wizyty Lucjan chadzał zazwyczaj piechotą, to w drodze powrotnej zawsze decydował się na podróż tramwajem. W dobie komfortowych taksówek i nowoczesnych autobusów, mocno wiekowy tabor tramwajowy był chyba najgorszym z możliwych wyborów. Ale być może właśnie ten skok w inną epokę powodował, że ilekroć Lucjan wsiadał do tramwaju, jego dusza wołała ‘Ahoj przygodo!’ Przygodę tą Lucjan znajdował w czytaniu książek, a książki połykał wszędzie i w dużych ilościach. Dlatego też, poza może dwoma, trzema klasykami, wszystkie książki Lucjana miały format kieszonkowy.

Zaczytany nawet nie zwrócił uwagi, że ktoś usiadł obok niego. Dopiero gdy dotarła do niego subtelna woń damskich perfum, wynurzył głowę ponad taflę fikcji i powoli wrócił do świata realnego. Od razu zauważył, że jego sąsiadka też trzyma książkę na kolanach. Dla pewności ogarnął wzrokiem resztę wagonu i zaskakując samego siebie wypalił:

- Chyba zawyżamy średnią krajową.

- Słucham? – Doskonale dobrane perfumy do głosu – pomyślał Lucjan

- Książki… Czytamy książki… Statystycznie rzecz biorąc ponad połowa osób w tym wagonie nie miała w ręku książki od momentu ukończenia szkoły.

- W takim razie nie czuję się tu bezpiecznie. Odpalam jedną książkę od drugiej, więc pewnie mają mnie za czarownicę. – powiedziała figlarnym głosem i oboje zaczęli się śmiać.

- Lucjan… I przepraszam, że przerwałem ci lekturę – powiedział wyciągając dłoń w stronę dziewczyny.

- Laura… I nie ma sprawy… Masz szczęście, że ta książka nie jest zbyt interesująca. W przeciwnym razie zabiłabym cie – uśmiechnęła się, uścisnęła dłoń Lucjana i oboje wrócili do swoich literackich światów.

Trzy przystanki dalej Laura wsunęła zakładkę między strony, zamknęła książkę i zaczęła się zbierać do wyjścia. Był to również przystanek Lucjana.

- Wysiadasz tutaj? – spytał

- Tak…

- Nigdy wcześniej cie nie widziałem w tej okolicy.

- Mieszkam tu od niedawna… i w sumie nieczęsto wychodzę z domu…

Gdy oboje znaleźli się poza tramwajem Lucjan rozpoczął najbardziej idiotyczną wymianę zdań jaką można sobie wyobrazić:

- Kawa?

- Herbata..

- Co?

- Co, co?

- Chciałem ci zaproponować wyjście na kawę… wspólne wyjście… w sensie… yyy

- Wiem – przerwała jego żałosna paplaninę

- Więc? – Lucjan był uparty i zdeterminowany, żeby jeszcze pogorszyć i tak już krytyczną sytuację

- Więc co? – Laura nie pozostawała mu dłużna.

- Zgadzasz się?

- Tak, na spotkanie tak… ale nie na kawę.. nie mogę – kłopoty z serduchem. Ale herbaty bardzo chętnie napiję się w twoim towarzystwie. – dziewczyna zaczęła się śmiać, Lucjan, który w skali ‘Rycerzy na białych rumakach’ plasował się gdzieś między giermkiem na ośle, a umorusanym dzieciakiem uprawiającym rodeo na świni, dał za wygraną i tez parsknął śmiechem.

Umówili się jeszcze tego samego dnia w osiedlowej kawiarni. Lucjan musiał do tego czasu jakoś ukryć zmęczenie, lęki, paranoje i dziwactwa… I miał pewien pomysł jak to zrobić. Dzisiaj zamknie je w klatce razem z emocjami…

 

 








Spodobało Ci się? Zostaw mi komentarz ;-) ↓ ↓ ↓








Jeden komentarz to “Najwierniejszy 5”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

* Copy this password:

* Type or paste password here:

122 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>