Najwierniejszy (początek)
Nadchodził wieczór. Lucjan szedł ulicą Duszną nawijając na palec srebrny łańcuszek i recytując w myślach wyliczankę. Zazwyczaj o tej porze wiedział, której z nich poświęci czas, jednak dzisiaj nie wydarzyło się nic, co mogło ułatwić mu wybór. Mijając jedyny w tej okolicy kościół, dostrzegł natomiast na jego schodach zgarbioną postać. „Najwierniejszy” – bo tak ochrzczono żebraka, który od 15 lat dzień w dzień pojawiał się w tym miejscu – kładł właśnie swój kapelusz na zimnej posadzce . Nikt nigdy nie usłyszał od niego słowa, ale Najwierniejszy miał zawszę ze sobą kawałek kartonu, a na nim kilka słów zupełnie niepasujących do sytuacji w jakiej się znajdował. Zamiast więc „Zbieram na życie„, Najwierniejszy sugerował: „Sprawdź co masz w lewej kieszeni spodni„. Przechodzący ludzie zazwyczaj dawali się złapać i znajdując drobniaki, w tym czy innym miejscu swojej garderoby, wrzucali je z wyraźnym rozbawieniem do jego kapelusza. Dzisiaj jednak kartonik zawierał zupełnie inne zdanie. Na opartym o kamienny stopień kawałku grubego papieru widniały słowa „Sprawdź co masz dziś w sercu. Cokolwiek tam znajdziesz – zachowaj dla siebie„. Lekko zdziwiony nagłą zmianą koncepcji Lucjan uśmiechnął się do Najwierniejszego, rzucił mu ‘piątkę’ i przyspieszył kroku. Był już blisko domu…
Trzymał je wszystkie w klatce… Oglądał je codziennie, chociaż nie mógł wytrzymać widoku tych patologicznie wynaturzonych przez życie istnień. Były stare, poskręcane i pomarszczone. Wyglądały i śmierdziały jak karaluchy zamknięte w akwarium i zapomniane przez świat.
Lucjan uniósł prawą dłoń i poruszając rytmicznie palcem wskazującym zaczął tą samą wyliczankę, która towarzyszyła mu całą drogę:
Ene due rabe,
połknął bocian żabę,
a później chińczyka,
co z tego wynika
raz, dwa, trzy dzisiaj ty…
Grymas uśmiechu pojawił się na jego spoconej twarzy … Dzisiaj padło na Namiętność.
- Dobry wybór, chociaż liczyłem, że wypadnie Nadzieja.
- Nadzieja umiera ostatnia – podpowiedział mu głos, wydobywający się gdzieś z tyłu jego głowy.
- Ah, racja – wycharczał sam do siebie.
Namiętności nie dało się otruć gdyż, jako chemiczka wytwarzająca „narkotyk doskonały”, była zbyt wyczulona na wszystkie substancje trujące. Ale był inny sposób – wystarczyło przestać ją karmić, a kurczyła się i w męczarniach umierała w zastraszająco szybkim tempie. Do rana będzie po wszystkim – pomyślał Lucjan, przystawiając sobie fotel bliżej klatki, tak aby móc wygodnie delektować się końcem kolejnej z emocji, które systematycznie w sobie zabijał. Zabawa była przednia – umierały jedne, a z czasem w ich miejsce pojawiały się kolejne – co prawda znacznie już słabsze, jednak wciąż zauważalne. Miał ich wszystkich dość i chciał jak najszybciej pozbyć się tych natrętnych stworzeń, które odbierały mu zdolność logicznego myślenia. Tysiące gatunków zwierząt radzą sobie z powodzeniem bez emocji – pomyślał – człowiek jako jedyny je „oswoił” i dzięki nim niszczy wszystko czego się dotknie, a w szczególności samego siebie.
Gdy po dłuższej chwili odrętwienia Lucjan otworzył oczy i zajrzał do klatki, namiętność oddychała już bardzo płytko. Z jednej strony cieszył się, ze koniec jest tak blisko, drugiej jednak nie potrafił pozbyć się myśli o Najwierniejszym i jego przesłaniu – „Sprawdź co masz w sercu…”. A w sercu Lucjan miał parę istnień w stadium terminalnym i jedno ciało tej, która oddała ostatnie tchnienie dokładnie w chwili gdy kończył tą myśl.
Każdej uduszonej, zagłodzonej, otrutej lub w inny sposób zamordowanej emocji towarzyszyła konieczność uprzątnięcia ciała. Lucjan nigdy nie tracił czasu na gest pochówku. Wymiatał z siebie trupy szybko i sprawnie, czując co prawda coś w rodzaju pustki, jednak przeświadczenie, że ma jeden słaby punkt mniej szybko zalewało go optymizmem.
Gdy nazajutrz, lżejszy o jedno życie, Lucjan wracał tą samą drogą do domu, nie spodziewał się, że kolejne spotkanie z żebrakiem spod kościoła św.Rafała tak drastycznie odmieni jego sposób postrzegania świata. W tym dniu Najwierniejszy miał większą niż zazwyczaj tabliczkę z kartonu. Na tabliczce opierające się o siebie i niekształtne litery ustawiły się w słowa, które dopadły Lucjana jak sfora wygłodniałych wilków:
„Po szóste: Nie zabijaj (emocji, przyp. Bóg)”
C.D.N.







rozbroiłeś mnie…