Eksmisja
Ajka uważa, że nasze mieszkanie jest depresyjne i mimo tego, że jest osobą, której wszystko nie pasuje, to w tym jednym muszę przyznać jej rację… No może połowę racji…
Wprowadziliśmy się zaraz po remoncie wykonanym jeszcze na zlecenie właściciela, który nie wiedzieć czemu wybrał szarą kolorystykę. Lokum, w którym ściany wyglądają niczym obsypane popiołem z krematorium, w połączeniu z właściwymi dla starego budownictwa wysokimi stropami sprawia, że my czujemy się w nim przeraźliwie maleńcy. Wbrew pozorom wcale nie ma w nim dużo miejsca.. Trzy, niezbyt ustawne pomieszczenia, w których światło należy zapalić na długo przed zmrokiem – ot kolejny urok starych kamienic…
Sypialnie udało się ożywić kupionymi w markecie budowlanym naklejkami w kształtach roślin i kwiatów. Ajka wykonała z nich fantazyjny i naprawdę ujmujący wzór pokrywający całą wschodnią ścianę. Pokój jednak nie jest duży, więc poza dwuosobowym łóżkiem, szafą wnękową i dwiema komodami nie zmieściło się już nic więcej.
Salon – bo tak nazywamy największe z pomieszczeń jest miejscem, w którym spotykają się dwa światy. Jeden świat to przytulny kącik z wygodną kanapą, telewizorem, odtwarzaczem płyt i lampką do czytania. Drugi natomiast to aneks kuchenny, który generuje sobą tak nie dające się znieść odgłosy, że jakikolwiek relaks w pierwszym świecie przestaje mieć sens. Czytanie książek przy akompaniamencie syczącej pary, szumiącej wody, burczącej zmywarki czy wreszcie odgłosów wojennych wydobywających się układanych garnków i talerzy jest czynnością tak stresującą, że chyba lepiej w tym czasie pójść do kasyna i postawić ostatnie pieniądze…
Wreszcie gabinet – jedyne sensownie przemyślane pomieszczenie. Przy ścianach regały, komody i szafki mieszczące w sobie wszystko co mamy najcenniejsze. Na środku natomiast, dwa przytulone do siebie plecami biurka… a przy biurkach my. Lubiłem tam przesiadywać i pracować – czasem nawet bardziej niż w biurze. Każde z nas było pochłonięte swoimi sprawami, jednak ta bliskość dawała raz na czas pretekst do zamienienia kilku słów…
Razem byliśmy w tym gabinecie jak dwa balony… Na początku takiej samej objętości, jednak w miarę gdy Ajka wraz ze swoim dobytkiem pęczniała, ja i moje skarby musiały się skurczyć. Nie były to duże zmiany – Ajka dokupywała jakiś drobny mebelek na swoje nowe bibeloty, a ja wywoziłem kolejne pudła do biura. „Przecież to są dokumenty i jakieś Twoje firmowe klamoty – ich miejsce jest w biurze” – mówiła zawsze gdy trzeba było zrobić trochę miejsca.
Odkąd pamiętam wyznawała filozofię, że aby odnieść sukces należy mieć wszystko przygotowane na ‘tip top’ – zawsze jednak w tym planie zapominała o sobie. Efektem tego było wieczne dopieszczanie ergonomii miejsca pracy, nowe książki i katalogi do inspiracji, nowy sprzęt lub narzędzia – potrzebne czy nie miały być zawsze wstępem do nowego, lepszego życia. Scenariusz był zawsze taki sam i miał zawsze to samo smutne zakończenie. W najlepszym wypadku nie działo się nic, w najgorszym powstawał kolejny plan rozbudowy, niosący za sobą kolejne wydatki i nie rokujący absolutnie żadnego powodzenia.
Najnowszy pomysł zrodził się zaledwie parę dni temu: przemeblowanie gabinetu. Zgodziłem się bez zastanowienia – nie było sensu dyskutować, szczególnie że jedna z firm zaproponowała Ajce współpracę, co było atutem nie do zbicia… Cały dzień przestawialiśmy klocki tak, aby jakkolwiek do sobie pasowały. Przeniosłem tony zbitej w meble sklejki, podziurawiłem międzywojenne cegły dziesiątkami mechanicznych ukłuć, udało mi się nawet złamać dwa śrubokręty walcząc z chichoczącymi z mojej bezradności śrubami.
W miarę jak pomieszczenie przyjmowało realne kształty, stawało się też coraz bardziej mi obce. Co prawda miejsce dla mnie było pierwotnie przewidziane, jednak w trakcie tworzenia nowego świata, skurczyło się do absurdalnie małych rozmiarów. Gdy tylko zdałem sobie z tego sprawę, wymsknęło mi się ironiczne:
- Słuchaj, a może weź sobie cały pokój, hmm?
- Naprawdę, mogłabym? – odparła, a mnie aż zemdliło z zaskoczenia, ale brnąłem dalej…
- Pewnie.. Ja mam biuro.. nie muszę tu być…
- Och to było by cudownie, popatrz ile miejsca.. Wreszcie bym miała wszystko tam gdzie trzeba, poukładane. Zobacz, tu byśmy przesunęli tą szafkę kawałek w lewo… O tu, tu, popatrz tylko… – dalej nie słuchałem…
Teraz zastanawiam się co zrobić z całym swoim życiem, które zostało na podłodze w przedpokoju…






uważaj na siebie… Twoj świat jest ważniejszy…
Nie wolno dac sie wypchnac ze swego zycia,ono jest tak samo wazne,jak nie wazniejsze.