Ognisty Grześ

Widelec, 15 września 2011
ws_Vanishing_smoke_1680x1050

Grześ od dziecka fascynował się ogniem. Był z nim niemal emocjonalnie związany. W szkole podstawowej zaczynał od zabawy, polegającej na klinowaniu zapałki między kciukiem a draską i pstryknięciu w nią palcem wskazującym drugiej dłoni tak, aby impet zapalił zapałkę i wyrzucił ją w określonym kierunku. Parę lat później, ulubioną rozrywką jego i jego kolegów było robienie ‘zasłony dymnej’ za pomocą saletry i mąki wsypanej w odpowiednich proporcjach do piłeczki ping – pongowej. Efekt był fantastyczny, a uciekanie przed dorosłymi, próbującymi wybić dzieciakom takie zabawy z głowy było podniecającym dopełnieniem dzieła.

W technikum Grześ podszedł do sprawy bardziej ambitnie. Z prochu zsypanego z kilku ogólnodostępnych petard potrafił zrobić imponujący ładunek wybuchowy. Był znany na swoim osiedlu z tego, że uwielbiał zaskakiwać przechodniów ‘zupełnie przypadkowymi’ wybuchami.

Uspokoił się dopiero na studiach – z braku czasu, bo jego miłość do płomieni i eksplozji wcale nie straciła na sile. Gdy tylko miał możliwość skakał przez ognisko zorganizowane przez znajomych z roku, bądź zwyczajnie zapalał świeczkę i patrzył długo, w miotający się niczym flaga na wietrze płomień.

Dorosły Grześ został strażakiem, pogromcą swoich własnych popędów, panem i władcą płomieni. Dla niego wyjazdy do pożarów, to nie tylko spełnienie obywatelskiego obowiązku, ale także oglądanie pięknych spektakli żywiołu i zniszczenia. Czuł się spełniony, a swoją pracę wykonywał wyśmienicie.

Pewnego razu, gdy wyszedł z kolegami do ogrodu podziwiać zapowiadane od rana zaćmienie księżyca, sam doznał zaćmienia. Jako, że dzień był deszczowy, a drewno przygotowane na ognisko wilgotne, Grześ postanowił pomóc sobie benzyną. Bardzo dokładnie, zgodnie z harcerską sztuką ułożył pocięte gałęzie, oblał swoje dzieło paliwem i zbliżył doń rękę, w której dumnie niczym olimpijski znicz tkwiła zapalona zapałka. Nagle zrobiło się jasno, a ognień urósł na 3 metry.

Krzyczącego Grzesia zauważyli koledzy, którzy w pierwszej chwili stanęli jak wryci patrząc z niedowierzaniem jak ich kolega sam przyjmuje postać zapałki. Ten natomiast stał przerażony w ogóle nie rejestrując, że jego włosy rozpoczęły właśnie swój mały festiwal sztucznych ogni.

Jeden z kolegów, pojąwszy powagę sytuacji zdjął szybko kurtkę i rzucił Grzesiowi na głowę kończąc tym samym to dramatyczne przedstawienie…

Nikomu nic się nie stało, ale po tym wydarzeniu Grześ się zmienił… Był jakiś… Zagaszony…

 








Spodobało Ci się? Zostaw mi komentarz ;-) ↓ ↓ ↓








Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

* Copy this password:

* Type or paste password here:

122 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>